Piękna Lizbona – Portugalia moja miłość cz. 2

24 Paź 2017

W poprzednim wpisie rozpoczęłam moje opowiadanie o podróży do Portugalii. Razem z mężem zaczęliśmy od pobytu w Porto. Jak to się stało, że sami wybraliśmy się na wakacje, gdzie zjeść i mnóstwo zdjęć z cudownego Porto, przeczytacie i obejrzycie w tym poście. Potem była piękna Lizbona i jej okolice i o tym opowiem Wam tutaj.

piękna Lizbona

Piękna Lizbona

Piękna Lizbona – Portugalia moja miłość cz. 2

Do Lizbony pojechaliśmy pociągiem z Porto. Podróż trwała 2,5 godziny. Było wifi i zimne wino, więc podróż była przyjemnością.

Zatrzymaliśmy się w hotelu Roma. Mniej przyjemny od tego w Porto, duży, ale z sympatyczną obsługą i dobrymi śniadaniami. Usytuowany dosłownie 2 minuty od stacji metra, co było jego zdecydowanym plusem. Ma też bardzo przystępne ceny.

Mercado da Ribeira

Po zainstalowaniu się w hotelu pojechaliśmy do Mercado da Ribeira na TimeOut Market. Tam znajduje się ogromna hala targowa oraz hala z restauracjami (była wzorem dla „naszej” Hali Gwardii). Niesamowite miejsce! Zjadłam tam doskonałe małże i bardzo ciekawego tatara – przygotowany na styl azjatycki, lekko ostry od Tatar-ia. Zresztą, to świetny pomysł, aby otworzyć miejsce tylko i wyłącznie z tatarami. Tego na pewno brakuje u nas. Chodziłabym często.

piękna Lizbona

Mercado da Ribeira

piękna Lizbona

Mercado da Ribeira

piękna Lizbona

Mercado da Ribeira – tatar

Fado

Po pysznej uczcie wybraliśmy się na fado. Pobyt w Lizbonie nie może odbyć się bez wizyty na fado. Oczywiście wcześniej rozeznałam się gdzie najlepiej będzie pójść i zdecydowanie stanęło na A Baiuca. Byli tam wcześniej moi rodzice, ale także Janusz Andrasz (Luzomania) powiedział, że to będzie dobre miejsce. Na fado idzie się posłuchać muzyki i napić wina, a nie na jedzenie. Dlatego też nie nastawiajcie się, że pysznie tam zjecie. Drobne przekąski tak, ale dania główne lepiej sobie odpuśćcie. Natomiast fado było bardzo ciekawym widowiskiem. Pracownicy pokazali gościom niezwykłe przedstawienie. Bardzo wyjątkowy klimat – zdecydowanie polecam.

piękna Lizbona

A Baiuca

piękna Lizbona

A Baiuca

piękna Lizbona

A Baiuca

Piękna Lizbona

Na Fado wypiliśmy sporo alkoholu i kolejny dzień nie należał do łatwych. A przynajmniej ranek… 😉 Potem mieliśmy w planach zwiedzanie Lizbony – wycieczka, którą wykupiłam jeszcze w Polsce. Na początku straciliśmy jakieś 2 godziny na jeżdżenie busem i zbieranie innych członków wycieczki. Potem pojechaliśmy do Narodowego Muzeum Powozów (Museu Nacional dos Coches) – muzeum posiada jedną z najlepszych kolekcji powozów historycznych na świecie i nie da się ukryć, że karoce są imponujące. Jednak nie tak wyobrażaliśmy sobie zwiedzanie Lizbony. Miałam poczucie, że marnujemy czas, dlatego po zwiedzaniu kościoła przy klasztorze Hieronimitów postanowiliśmy urwać się z wycieczki i spacerować we dwoje. Zwłaszcza, że robiliśmy się już głodni.

piękna Lizbona

Klasztor Hieronimitów

Spacerując z Belem w stronę Alfamy szukaliśmy miejsca, w którym moglibyśmy dobrze zjeść. To tam, obok klasztoru znajduje się słynna kawiarnia z pasteis de nata (budyniowe babeczki) Pasteis de Belem. Była jednak ogromna kolejka, byliśmy głodni nie na słodkie, także zrobiłam zdjęcie i poszliśmy dalej. Następnym razem jednak muszę tam zajrzeć.

piękna Lizbona

Pasteis de Belem

Restauracja Mamma Donna

Niedaleko Pasteis de Belem trafiliśmy na włoską knajpkę, która miała w internecie całkiem dobre opinie i recenzje, więc postanowiliśmy tam usiąść. Wiem, że to może dziwne, żeby w Portugalii iść do włoskiej restauracji, ale mi zależało na owocach morza, także wszystko jedno jaka to kuchnia 🙂 W Mamma Donna zamówiliśmy krewetki i pizzę na przystawki do podziału, ja zamówiłam ogromne krewetki, a Marcin lasagne. Wszystko było wyśmienite! Świeżutkie wszystko i przepyszne. Świetne jedzenie, zimne wino, słońce i fantastyczna obsługa. To była wielka przyjemność. Polecam to miejsce zdecydowanie.

piękna Lizbona

Krewetki

piękna Lizbona

Pizza

piękna Lizbona

Lasagne

piękna Lizbona

Krewetki

piękna Lizbona

Krewetki

Potem długo spacerowaliśmy podziwiając piękną Lizbonę.

piękna Lizbona

Piękna Lizbona

piękna Lizbona

Piękna Lizbona

piękna Lizbona

Piękna Lizbona

piękna Lizbona

Piękna Lizbona

Estoril i Cascais

Następnego dnia chcieliśmy wykorzystać to, że pogoda była cudowna i postanowiliśmy złapać ostatnie dla nas promienie słońca w tym roku. Za poradą Janusza (Luzomania) pociągiem pojechaliśmy do Estoril (Janusz mieszkał tam przez 8 lat) i spacerem poszliśmy do Cascais. To był doskonały pomysł. Piękne plaże, aż zapierało dech w piersiach. Po drodze usiedliśmy na jedzenie w Azimut Restaurant. Jak możecie się domyślać – zamówiłam małże. Były doskonałe. W kuchni portugalskiej bardzo lubię to, że używa się dużo kolendry, której jestem wierną fanką.

piękna Lizbona

Estoril

piękna Lizbona

Estoril

piękna Lizbona

Małże

piękna Lizbona

Cascais

W Cascais poszliśmy do Jardim dos Frangos na polecane (tak, przez Janusza) kurczaki piri piri. Nie byliśmy jakoś mocno wygłodniali, więc zamówiliśmy jedną porcję na dwoje. Kurczaki były bardzo ok. Tak jak nie jestem wielką fanką kurczaków tak te naprawdę mi smakowały.

piękna Lizbona

Jardim dos Frangos

piękna Lizbona

Jardim dos Frangos

Na koniec Cascais jeszcze lody. Też nie poszliśmy do przypadkowego miejsca. Santini – wyborne.

piękna Lizbona

Santini

To był leniwy, cudowny dzień. Jeśli będziecie w Lizbonie, koniecznie pojedźcie do Estoril i Cascais – pociągiem jedzie się jedynie jakieś 40 minut.

piękna Lizbona

Cascais

piękna Lizbona

Cascais

Wieczorem wybraliśmy się na Praca do Rossio. Pospacerowaliśmy w towarzystwie licznych turystów i zjedliśmy późną kolację w  Restaurante Marisqueira Concha D’Ouro – wspólny kociołek coś a’la risotto z owocami morza. Bardzo dobry. Pyszny sos i świeże owoce morza.

piękna Lizbona

Ryż z owocami morza

Pavilhao Chines

Potem poszliśmy do Pavilhao Chines na drinka. Miejsce przedoskonałe! Bardzo klimatyczne z mnóstwem figurek w witrynach w całym wnętrzu. Składa się z kilku pomieszczeń. Wybraliśmy ostatnie, z bilardem. Zasiedzieliśmy się tam i wyszliśmy jakoś około 3 nad ranem. Żałowaliśmy, że poszliśmy do Pavilhao Chines dopiero ostatniego dnia naszej wycieczki. To jest miejsce, do którego trzeba iść będąc w Lizbonie, bez dwóch zdań. Nie mam niestety żadnych zdjęć.

Kolejnego dnia, niedługo po śniadaniu mieliśmy lot powrotny. Żal było opuszczać cudowną Portugalię, choć już zatęskniliśmy mocno za dziećmi.

Jedno jest pewne – zakochałam się w Portugalii totalnie! Byłam w wielu miejscach na świecie, ale jeszcze żaden kraj tak mnie nie zachwycił. Będę wracać jak tylko będzie możliwość. Najchętniej przeprowadziłabym się tam, ale do tego potrzeba więcej odważnych członków rodziny.

piękna Lizbona

Piękna Lizbona

Ps. Zauważyliście, że na żadnym ze zdjęć z Portugalii nie ma żółtego tramwaju? Nie wiem jak to się stało 🙂